Humorystyczna produkcja zapowiadana przez dystrybutora jako "prawdziwa komedia", w rzeczywistości okazuje się płytkim, obfitującym w tępawe dialogi marnym filmikiem – czyli w polskim kinie po staremu.
Po "Ciachu " nie spodziewałem się żadnej kinowej rewolucji, to raczej zwykła ciekawość przyciągnęła mnie na seans, no i oczywiście całkiem udany, a jeszcze bardziej nieprawdziwy chwyt reklamowy, jakoby na wielkie ekrany trafiła "wreszcie prawdziwa komedia ". Po tysiącach kilometrów taśm filmowych zapełnionych pospolitymi nieśmiesznymi papkami, oczekiwałem choć minimalnej poprawy poziomu humoru w polskim kinie. Niestety, licznik słabych parsknięć w moim wypadku zatrzymał się na trójce, a jakby tego było mało, doświadczyłem ich we fragmentach, które zapewne nie miały śmieszyć... To trochę słaby wynik jak na blisko dwie godziny spędzone w kinowej sali.
Basia (w tej roli jak zwykle ponętna Marta Żmuda-Trzebiatowska) jest jedną z pracowniczek Centralnego Biura Śledczego, która podczas próby przejęcia narkotyków traci jednego ze swoich kolegów, a sama zostaje obezwładniona i porzucona w lesie. Akcja zostaje okrzyknięta przez media niewypałem, a jakby tego było mało, ktoś wrabia Basię, sugerując, że współpracowała z przestępcami. Dziewczyna trafia za kratki, a z jej tragicznej sytuacji wyciągnąć ją próbują trzej dość ekscentryczni bracia – zboczony na punkcie własnych doznań analnych Dawid (Tomasz Karolak), lekko opóźniony w rozwoju fan Rambo Karolek (Paweł Małaszyński) oraz podnóżek własnej żony, cichy informatyk Krzyś (Marcin Bosak). I choć są oni skrajnie nieudolni, niemal wszystkie plany realizują zadziwiająco skutecznie, najwyraźniej w myśl zasady, że głupi mają szczęście.
Całość, czyli dokładnie 115 minut, obfituje w kretyńskie, często skrajnie infantylne żarty, jakby zasłyszane na gimnazjalnym korytarzu, a jedynym umilającym oko fragmentem w filmie jest piętnastosekundowy striptiz wykonany przez Trzebiatowską. Muzyka służąca za tło do tego porażająco nudnego i niezabawnego obrazu świetnie wpasowuje się w klimat produkcji i nie jest to bynajmniej komplement, bowiem przyjemność ze słuchania takich pseudo-hitów jak "Dla mnie masz stajla " czy "Hey, hi, hello! " mógłbym sobie zaserwować, włączając pierwszą gorszą stację radiową. Warto jeszcze wspomnieć o aktorstwie, które może wzbudzać wiele wątpliwości, pomimo tego, że w filmie udział brali aktorzy uchodzący za jednych z lepszych wśród młodszego pokolenia. Ich udział w tej marnej produkcji mógłby sugerować, że przy podpisywaniu umowy nie wiedzieli w czym będą grać.
Czym zatem jest "Ciacho " i dlaczego nie prawdziwą komedią? Odpowiedź jest prosta, to kolejny filmowy zakalec, który miał przyciągnąć do kin tłumy i zważywszy na sprzedaż biletów w ostatnich tygodniach, swoją rolę spełnił. To dosyć dołujące, gdyż wszelkie zyski z tego typu dzieł zachęcać będą kolejnych twórców do tworzenia podobnych, równie nieambitnych obrazów. Pozostaje mieć nadzieję, że kondycja polskiego kina już niedługo się poprawi, bo w innym wypadku biednym widzom pozostanie już tylko popełnić seppuku.
Komentarze: